Pod prąd – gdy jakość jest istotniejsza niż ilość

autor: Krzysztof Mirończuk

Kiedyś popularny autor lolcontentu, dziś – profesjonalny twórca, który idzie pod prąd mainstreamowych trendów w branży reklamy internetowej. Karol Poznański, niegdyś znany jako Kaiko, znalazł zupełnie inne miejsce na rynku i – jak sam podkreśla – wreszcie spełnia swoje marzenia. Jak pracuje człowiek, który postawił na jakość w świecie, w którym wciąż najbardziej liczy się ilość?

Na pytanie, kim jest jako twórca, odpowiada jednym, choć długim, słowem – photovideographer.

– To miano nie jest żadną sprecyzowaną ani oficjalną kategorią mojej pracy, natomiast łatwiej w ten sposób skrótowo wytłumaczyć, że zajmuję się głównie filmem i fotografią – wyjaśnia. – Nadałem sobie również przydomek "lensman" – ponieważ jest to słowo przypisane do osób, które na zaawansowanym poziomie umieją posługiwać się aparatem lub kamerą.

Świat Karola Poznańskiego – znanego niegdyś youtubera o pseudonimie Kaiko, nagrywającego filmy z popularnych gier – znacznie się przez ostatnie lata zmienił. Jego dotychczasowy kanał na YouTube, mający kilkaset tysięcy subskrybentów, świeci teraz pustkami, tak samo jak równie duże konto na Facebooku, a on zajął się tworzeniem zupełnie innych treści, które można teraz oglądać głównie na Instagramie. Nie jest to jednak konto typowe dla influencerów – posty pojawiają się dość rzadko (dosłownie kilka razy w miesiącu) i w swojej estetyce dalekie są od popularnego "lolcontentu".

Karol podkreśla, że chociaż praca youtubera nie jest usłana różami i wymaga pomysłowości oraz umiejętności, to mimo wszystko nie można jej nazwać ciężką.

– Jako były duży youtuber śmiało mogę powiedzieć, że ta praca jest bardzo wygodną formą zarobków – mówi dziś Karol. – Może trzeba tylko odwagi, żeby się pokazać światu i może pomysłu na ciekawe opowiadanie historii, no albo po prostu wystarczy nie mieć wstydu, jak większość. Od 17. roku życia zarabiałem pieniądze, lecz nigdy tak naprawdę nie musiałem iść na rozmowę o pracę. W zasadzie od tego czasu miałem tylko jeden rok przerwy w zarobkach, gdy postanowiłem porzucić wspomnianą "moją dawną wersję siebie" i przy okazji większość współprac.

Nie znaczy to jednak, że wszystko, co Karol robił wcześniej, zostało zapomniane. Doświadczenie i umiejętności przecież pozostają, a świat internetu jest ogromny i daje wielkie możliwości dla kogoś, kto potrafi umiejętnie posługiwać się aparatem, kamerą i programami do edycji.

– Wczoraj zajmowałem się lolcontentem (jako młody, mniej świadomy człowiek), dzisiaj zajmuję się estetyką, filmem i fotografią (jako nadal młody i głupi człowiek), więc znając już swoje tendencje do poznawania nowych ścieżek, może się okazać, że za 2–3 lata będę już po zupełnie innej stronie swojej twórczości – mówi. – Mam nadzieję, że trwająca wciąż zmiana będzie towarzyszyć mi przez calutkie życie na tej ziemi. Poza tym jedno jest pewne: chcę obracać się wokół audiowizualnej sztuki wyrazu. Nieistotne, jakiej kategorii.

Klientów nie brakuje

Takie podejście do pracy nie jest czymś powszechnym w branży, ale warto zauważyć, że są firmy, które to doceniają. Karol nie narzeka na brak propozycji – po początkowym przyhamowaniu związanym ze zmianą wizerunku dziś na jego skrzynkę mailową znów wpadają nowe zapytania dotyczące współpracy.

– Od zeszłego roku udało mi się zrealizować kampanie dla takich marek jak: Armani, Intel, Asus, Pepsi, Doritos i sporo mniejszych jednorazowych działań. Najbardziej jednak dumny jestem z charakteru tych publikacji. Każda z owych współprac realizowana była i jest w 90 proc. na moich warunkach lub został wypracowany jakiś sensowny kompromis.

Kompromis, który nie zawsze jest łatwy do osiągnięcia, kiedy nie chodzi tylko o banalne "sprzedanie" produktu przez influencera.

– Tutaj w dużej mierze walczy się o zmiany briefów na bardziej ludzkie lub wymusza zwiększenie jakości i unikatowości publikacji. Innymi słowy, gdy klient prosi o zdjęcie z Karolem szczerzącym się do widzów z produktem pod pachą, to po prostu albo robimy z tego dużą i ciekawą produkcję, w której ukazuję zalety i charakter produktu w estetycznych ujęciach, albo po prostu odpada współpraca.

Tutaj dzieje się magia

W swoich produkcjach Karol stawia na spontaniczność i naturalność, które są jednak łatwiejsze do osiągnięcia w przypadku zdjęć. Przy realizacjach filmowych plan staje się koniecznością.

– Film jest o tyle bardziej skomplikowany, że trzeba wiedzieć dokładnie, w jakim kierunku montować kręcone ujęcia. Uważam, że atutem moich prac zazwyczaj jest maksymalna spontaniczność i idąca za tym naturalność. Zawsze jednak rozpisuję kilka schematów ujęć, aby zobrazować sobie, czego potrzebuje do pełnego zapętlenia się produkcji. Po rozpisaniu tych ujęć przychodzi czas na realizację. Zazwyczaj każde ujęcie nagrywam po 15–20 razy, z czego później wybieram te najlepsze.

Jak podkreśla – dopiero podczas montażu zaczyna się prawdziwa kreacja.

– To tutaj dzieje się cała magia. Jestem absolutnym perfekcjonistą, co oczywiście nie wiąże się bezpośrednio z jakąkolwiek dobrą cechą, a jedynie z problemem ze sfinalizowaniem swojej pracy. Nagrania w sumie zajmują może 3–4 godziny, za to montaż w moim wykonaniu trwa 10 i więcej godzin, zawsze! Każdy malutki szelest, każda wycięta sekunda jest na wagę złota. Poświęcam postprodukcji całe swoje serce i wyżymam gąbkę kreatywności do ostatniej kropli. Są to ważne dla mnie szczegóły, których 80 proc. odbiorców nie zauważy, ale podprogowo poczuje.

Tutaj musi się pojawić pytanie o sprzęt – montaż filmowy, szczególnie w wysokich rozdzielczościach lub przy dużej ilości efektów graficznych wymaga mocnego sprzętu. W przypadku Karola – jest ich nawet kilka.

– Do pracy w domu używam mojego komputera stacjonarnego, w którego wpakowałem masę Asusowych podzespołów i jest to moje małe marzenie, które się spełniło. Czyli posiadanie prywatnego potwora do zadań specjalnych, który udźwignie każdy wymagający plik. Jednak ogromną wadą komputera stacjonarnego jest brak jakiejkolwiek mobilności. Dlatego tam, gdzie nie mogę zabrać mojego ciężkiego przyjaciela, pojawia się niezawodny ASUS Zenbook Pro Duo 15 OLED, który jest niebywale mocnym sprzętem. Zabieram go zawsze w podróż lub gdziekolwiek poza moją stacją w domu. Miałem już wielokrotnie okazję skorzystać z tego laptopa w terenie i z ręką na sercu polecam ten sprzęt, jeżeli ktoś tak jak ja potrzebuje mobilności w swojej pracy. Gdy zabieram tego laptopa ze sobą na wyjazd i rozstawiam go na losowo napotkanym stole, to czuję się, jakbym postawił sobie swoje malutkie przenośne laboratorium. Ten laptop to sprzęt kompletny. Ma wspaniały ekran, ma silne podzespoły, wspaniałe chłodzenie. Mówimy o sprzęcie, na którym można bez problemu edytować materiały w 4K i da się go zabrać "pod pachę" wszędzie, gdzie znajdziecie 50 cm płaskiej przestrzeni na jego rozstawienie. Matryca OLED sprawuje się fenomenalnie w większości warunków i wspaniale da się skalibrować na niej obraz.

Swoją kreatywność można jednakże wyrażać na wiele sposobów i z różnymi maszynami. ASUS oferuje twórcom szeroki wybór laptopów, przy których można nie tylko rozwijać swoje umiejętności, ale także pracować zawodowo bez żadnych ograniczeń. Jednym z nich jest Zenbook Pro 15 OLED. Laptop ten nie posiada dwóch ekranów, jak urządzenie używane przez Karola, ale wciąż oferuje ekran dotykowy OLED. Można więc z powodzeniem wykorzystywać go profesjonalnie i to nie męcząc wzroku przy długich sesjach przed komputerem. Maszyna ta posiada także odpowiednio mocne podzespoły do tego, by sprostać wszystkim zadaniom graficznym na poziomie solidnego komputera stacjonarnego. Jak mówi sam Karol, to świetne rozwiązanie dla twórców, którzy rozpoczynają swoją przygodę ze światem fotografii lub montażu wideo i nie muszą inwestować w maszynę z dwoma ekranami albo dopiero planują przesiąść się na taki sprzęt w przyszłości.

Marzenia się spełniają

Mówiąc o branży, Karol nie przebiera w słowach. Jak zauważa – influencerzy i internetowi celebryci w ostatnich latach dużo stracili na wiarygodności, promując wątpliwej jakości produkty, i to w sposób pozostawiający wiele do życzenia również pod względem technicznym.

– Wiele scamu wylewało się przez ostatnie lata z ust najpopularniejszych celebrytów w odniesieniu do promowania totalnego badziewia bez żadnej weryfikacji przez wspomnianych "artystów". Dlatego jestem dumny ze swoich ruchów, jestem dumny z klientów, którzy nabrali nowego spojrzenia na reklamę, a którzy zaczęli doceniać mniej aktywnych, mniejszych twórców, wkładających całe swoje serca w pracę i przekazujących dużo więcej wartości niż 10 topowych influ razem wziętych.

Czy taka postawa ma szansę na upowszechnienie? Karol, choć zauważa zmiany, jest jednak sceptyczny.

– Prędzej widzę poprawę w mniejszych środowiskach niż jakiekolwiek chęci na zmianę nastawienia przez wielkich celebrytów. Ich porusza tylko spojrzenie masy ludzi i pieniądze, więc domyślam się, że tylko brak tych "wartości" może ich ruszyć i zmienić podejście, a w tej kwestii możemy liczyć tylko na świadomość odbiorców i klientów.

Niezależnie od tego Karol chce iść własną drogą i ma nadzieję pokazać swoimi produkcjami to, że "da się" pracować kreatywnie i oferować wartościowe produkcje i właśnie dzięki temu zdobywać duże zasięgi.

– Przyznam, że moim małym marzeniem te 2–3 lata temu było pokazanie i udowodnienie mojej widowni (jak i sobie samemu), że liczy się jakość, a nie ilość. To marzenie spełniło się o wiele szybciej i bardziej, niż sobie wyobrażałem. Choć to dopiero początek mojej "lensmanowej" przygody.

Slow? Szybko? Niezawodne wsparcie potrzebne jest w każdej sytuacji

autor: Monika Rosmanowska

Ona porzuciła życie pod ciągłą presją na rzecz spokojnej organizacji wartościowego wypoczynku dla zabieganych. On fotografuje i tworzy cyfrowe treści, nierzadko na wczoraj. Aleksandra Kwiatkowska i Szymon Adamczyk to profesjonaliści z dwóch różnych światów. Łączy ich jedno: do tego, czym się zawodowo zajmują potrzebują niezawodnego i mocnego sprzętu.

Aleksandra Kwiatkowska – co w dzisiejszych czasach nie jest zaskoczeniem – przez lata żyła w zawrotnym tempie. Pracowała w korporacji i – jak sama przyznaje – czas przeciekał jej przez palce.

– W pewnym momencie poczułam się bardzo zmęczona, przytłoczona obowiązkami. To wtedy zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę jest dla mnie ważne, jak się czuję i co chciałabym robić w przyszłości. Brakowało mi pomysłu. Wiedziałam tylko, że chcę zmienić swoje życie – przyznaje Ola.

Szybkie tempo to codzienność w pracy Szymona Adamczyka, architekta i fotografa.

– Co ciekawe, nie planowałem, że zostanę fotografem. Studiowałem architekturę na Politechnice Warszawskiej i dopiero podczas stażu w jednej z pracowni doszedłem do wniosku, że całe to projektowanie jednak nie jest dla mnie – przyznaje Szymon.

Idealny do pracy w terenie
Z laptopem na wyjazd
Wybór z przypadku? Niekoniecznie

Swoją przygodę z fotografią Szymon zaczął na jednej z domówek. Podczas imprezy po prostu chwycił za porzucony przez kogoś aparat i zaczął robić zdjęcia. Kadry spodobały się jego przyjacielowi, który w tym czasie rozkręcał w Warszawie nowy klub i potrzebował fotografa.

– Pożyczyłem więc sprzęt, bo nawet nie miałem własnego, i zrobiłem reportaż z jednej z imprez. Potem już poszło – śmieje się Szymon. Odważnie? – W fotografii tak to już jest. Nie można bać się nowych wyzwań. Często zdarza się, że biorę się za coś, czego wcześniej nie robiłem. Fotografia jest permanentnym stanem wychodzenia poza strefę własnego komfortu – przyznaje.

Do zawodu Szymona – przynajmniej w pewnym zakresie – przygotowały studia. Kadrowanie czy obróbka zdjęć nie były dla absolwenta architektury tajemnicą. Podczas studiów Szymon uczył się rysunku, malarstwa i rzeźby. – Architektura rozwija na wielu różnych polach, nie tylko tych inżynieryjnych, ale też artystycznych – przekonuje.

W życiu Oli przełom nastąpił w momencie, gdy wspólnie z partnerem zaczęła podróżować po Polsce. Nawet krótkie wypady potrafiły sporo zmienić w jej nastawieniu do pracy, uporządkować myślenie.

– Poczułam, że jest mi z tym w życiu bardzo dobrze. Co więcej, podczas jednej z takich wypraw, kiedy znów zastanawiałam się, jak mogę zmienić swoje zawodowe życie, mój partner zasugerował, bym założyła blog i zaczęła pisać o tych wszystkich wyjątkowych miejscach – opowiada Ola.

Pomysł początkowo nie przypadł jej do gustu, bo raz, że takich publikacji jest w internecie dużo, a dwa, że tego rodzaju aktywność wymaga mnóstwa pracy i to po godzinach.

– Co ciekawe, zaraz po powrocie usiadłam jednak do komputera i zaczęłam wymyślać nazwę dla tego projektu. Tak powstało Slow Living Poland – śmieje się Ola.

Blog się spodobał i zgromadził całkiem sporą społeczność. Wtedy Ola pomyślała, że czas na kolejny krok, a więc organizację wyjazdów dla zabieganych. Na pierwszy wybrali się jej przyjaciele, a później wszystko rozwinęło się już bardzo dynamicznie. Paradoksalnie pomogła pandemia. Zamknięci w domach Polacy zapragnęli kontaktu z naturą i z drugim człowiekiem. Znów chcieliśmy być w grupie. Zmęczeni tempem pracy i miejskim hałasem także i dziś potrzebujemy wytchnienia, regeneracji.

Slow czy szybko? Nieważne, byle elastycznie

Pomysły na wyjazdy przychodzą do Oli same. – Daję sobie czas i przestrzeń. Gdy pojawia się inspiracja, podążam za nią. Ufam swojej intuicji, także jeśli chodzi o dobór miejsc i ludzi prowadzących warsztaty – zdradza kulisy swojej pracy.

Ola uczestniczy w każdym zorganizowanym przez siebie wyjeździe. – Początkowo się w tym zatraciłam, ale szybko doszłam do wniosku, że nie po to stworzyłam projekt slow, by znów wpaść w morderczy rytm pracy. Dlatego też wyjazdów i kilkugodzinnych spotkań, bo i takie organizuję, jest dziś mniej. Chcę być autentyczna w tym, co robię. Staram się dbać o równowagę, o siebie – zapewnia.

Najwięcej pracy Ola ma wiosną i wczesną jesienią. Latem Slow Living Poland skupia się na jednodniowych spotkaniach w samej Warszawie lub jej okolicach. W swojej pracy Ola stara się przybliżać zainteresowanym ciekawe aktywności, jak warsztaty jogi, robienia biżuterii, kaligrafii czy szycia. Co ważne, wszystko odbywa się w duchu slow. Tu plan nigdy nie jest napięty.

– W tym, co robię najważniejsza jest dla mnie naturalność, autentyczność. I to, żeby ludzie czuli się ze mną swobodnie i bezpiecznie, by mogli się rozluźnić i zregenerować. Nie sztuką jest wszystko zorganizować, dużo trudniejszym zadaniem jest stworzenie i zadbanie o odpowiednią atmosferę. Zależy mi, by ludzie, którzy ze mną wyjeżdżają czuli, że to jest czas dla nich – zapewnia Ola.

To jak będą wyglądały kolejne dni pracy fotografa tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo. Zlecenia przekazywane z dnia na dzień nie są wyjątkiem. O jakiejkolwiek przewidywalności i planowaniu można w tej pracy zapomnieć. Również podział tygodnia na dni robocze i weekendy jest umowny. Sobota i niedziela to w pracy fotografa dni, gdy jest intensywnie. Urlop? Spontanicznie!

– Plan na sesję to jedno, a to, co wychodzi w jej trakcie to już zupełnie inna bajka. Na pewno trzeba być w tej pracy otwartym, elastycznym i kreatywnym. Trzeba szybko reagować na to, co się dzieje i umieć pracować pod presją czasu. Każdy potrzebuje czegoś "na wczoraj", duże znaczenie odgrywa też światło, które różnie operuje w ciągu dnia – zdradza kulisy swojego zawodu Szymon.

Inspiracje? Pojawiają się znienacka. Czasem jest to coś, co Szymon zobaczy lub czego doświadczy. Fotografowani ludzie czy przedmioty również inspirują. Sportowego samochodu nikt przy zdrowych zmysłach nie sfotografuje przecież w lesie czy ogrodzie.

Na brak zajęć Szymon nie narzeka. Może dlatego, że nie zamyka się na żaden typ zdjęć. Bo choć uwielbia fotografię motoryzacyjną – samochody są jego pasją, to doskonale sprawdza się również w fotografii kulinarnej, którą bardzo lubi, bo po sesji można wszystko zjeść. Szymon chętnie robi też zdjęcia wnętrz i reportaże oraz sesje beauty.

Sprzęt do zadań specjalnych

Sesja, podczas której dochodzi do co najmniej kilku zaskakujących zwrotów akcji, to mniej więcej połowa pracy. Drugie tyle fotograf spędza przed komputerem na obróbce zdjęć.

– Dobry aparat to tylko połowa sukcesu, druga połowa to szybki, sprawny i niezawodny komputer oraz programy do obróbki zdjęć. To jest współczesna ciemnia – przyznaje Szymon.

Wybierając komputer do pracy, Szymon zwraca uwagę na niezawodność oraz wydajność – programy do obróbki zdjęć, gdzie pracuje się na dużych plikach, potrzebują mocnych procesorów i kart graficznych. Zdjęcia Szymon często zgrywa nie na kartę w aparacie, ale bezpośrednio na komputer.

Ważna jest również solidność wykonania. – Pracuję w bardzo różnych warunkach, nie zawsze przy biurku. Moje laptopy często lądują na ziemi czy murkach. Kolejna kwestia to wytrzymała bateria, najczęściej nie mam warunków, by móc podłączyć komputer do gniazdka – przyznaje Szymon.

Wydajność

Wydajność, którą gwarantuje najnowszy procesor 11. generacji Intel® Core™, maksymalnie 16 GB RAM oraz zintegrowany układ graficzny Intel Iris Xe8

Żywe kolory

Wyraźny obraz przy każdym poziomie jasności

Niewielka waga

Smukły (15,9 mm) i lekki (tylko 1,4 kg) laptop jest idealny do wygodnej pracy w drodze

Długość pracy baterii

Nawet 16 godzin

Ekran OLED

Dotykowy ekran z zawiasem do ustawiania w pozycji na płasko

Ochrona oczu

Ekrany laptopów ASUS OLED emitują o 70 proc. mniej szkodliwego światła niebieskiego

Wszystkie te cechy ma – testowany przez Szymona – ASUS Zenbook 14X OLED . Jeśli chodzi o wytrzymałość, to komputer został sprawdzony pod kątem zgodności z niesamowicie wymagającym standardem niezawodności i wytrzymałości MIL-STD-810H, stosowanym przez armię USA. Z kolei bateria pozwala nawet na 16 godzin pracy.

To, co dodatkowo urzekło fotografa, to dotykowy ekran, który sprawdza się przy obróbce zdjęć. Co więcej, zawias ErgoLift nie tylko automatycznie unosi klawiaturę przy otwarciu klapy, sprawiając, że pisanie na niej jest bardziej ergonomiczne, ale też pozwala rozłożyć ekran laptopa na płasko.

– Co ważne, pewne czynności można wykonywać bezpośrednio na ekranie, a nie przy pomocy myszki czy touchpada, co jest bardzo wygodne – zapewnia. Zresztą w laptopach ASUSA touchpad nie tylko może pełnić funkcję klawiatury numerycznej, ale też dodatkowego ekranu.

– Skoro już o ekranie mowa, to jest to podstawa w pracy fotografa. Musi on wiernie odwzorowywać kolory. Niezwykle ważny jest też kontrast – tłumaczy Szymon.

W Zenbook za sprawą technologii OLED – najlepszego rozwiązania, jeśli chodzi o jakość obrazu, gdzie każdy piksel samodzielnie emituje światło – kolory, nawet czerń, są bardzo wyraźne i głębokie.

Co naturalne, również w pracy Oli, pomimo tego, że cały czas mówimy o nurcie slow, bardzo dużą rolę odgrywają nowe technologie.

– Chcąc dobrze wykonywać swoje zadania, potrzebuję narzędzi. Co więcej, gdy tylko mogę staram się ułatwiać sobie życie. I choć najchętniej zaszyłabym się gdzieś w lesie, bez kontaktu ze światem, to jestem realistką i wiem, że bez nowych rozwiązań nie da się dziś funkcjonować – przyznaje Ola.

W ostatnim czasie, właścicielka Slow Living Poland także testowała laptop Zenbook 14X OLED .

– Sprzęt jest bardzo lekki i smukły (model 14-calowy warzy jedynie 1,4 kg, a Zenbook 13 OLED około 300 g mniej – przyp. red.). W plecaku zajmuje mniej więcej tyle miejsca, co notatnik formatu A4. Wszędzie mogę go ze sobą zabrać, także na wyjazdy, a to ważne, bo w mojej pracy przez cały czas muszę być w kontakcie z ludźmi. Co istotne, Zenbook emituje też dużo mniej niebieskiego światła niż wyświetlacze LCD (o 70 proc., co potwierdza certyfikat TÜV Rheinland – przyp. red.), a obraz jest czytelny w każdych warunkach, nawet w pełnym słońcu – podkreśla Ola.

Nuda? Nie ma takiego słowa

Po ośmiu latach intensywnej pracy Szymon nie żałuje wyboru zawodowej drogi.

– Widzę się w kilku innych miejscach, bo – wiadomo – każdy kiedyś marzył, by być kierowcą rajdowym czy pilotem. Jednak to, gdzie jestem dziś sprawia mi dużo satysfakcji. Codziennie robię coś innego, spotykam nowych ludzi i odwiedzam miejsca, do których w normalnych warunkach miałbym ograniczony dostęp. W tej pracy nie można narzekać na nudę – zapewnia.

Ola też nie wie co znaczy stagnacja. I to pomimo tego, że u niej wszystko odbywa się w trybie slow.

– I tak już zostanie. Wreszcie doszłam w życiu zawodowym do momentu, w którym doskonale wiem, co sprawia mi radość i robię to w swoim spokojnym tempie – przyznaje.

Detale, które się liczą

autor: Sylwia Zimowska

Technologia OLED pozwala zobaczyć rzeczy do tej pory "ukryte" w świecie filmu, gier czy szeroko rozumianej branży kreatywnej, uchwycić piękno i detale, których nie mogliśmy wcześniej dostrzec. A detale są przecież bardzo ważne!

Na pierwszy rzut oka większość laptopów wygląda podobnie – zamykana klapa, ekran, klawiatura. Szukając nowego sprzętu, skupiamy się najpierw na jego wnętrzu i parametrach, które określają wydajność, a kwestię designu zrzucamy na dalszy plan. Tymczasem to właśnie detale często sprawiają, że na jednym laptopie pracuje się lepiej niż na drugim o tej samej mocy.

Od czasu swojego debiutu w 2011 roku laptopy Zenbook odznaczają się eleganckim, nowoczesnym wzornictwem, które łączy wysoką estetykę z równie dużą użytecznością. Innowacje zdają się być wpisane w DNA firmy ASUS. To właśnie ten producent rozpoczął gorący trend na ultrabooki. To w laptopach tej marki znajdziemy ergonomiczne zawiasy, cienkie ramki, wyjątkowe touchpady czy charakterystyczne obudowy. Przyjrzyjmy się bliżej tym szczegółom na przykładzie najnowszego laptopa Zenbook 14X OLED .

Pierwszy ZenBook - Model UX21 zadebiutował w październiku 2011 roku i z miejsca oszołomił branżę. W tamtych czasach trudno było uwierzyć, że w mierzącym jedynie 3 mm grubości urządzeniu zmieściły się topowe podzespoły, w tym dysk SSD. Dzięki superlekkiej wadze (1,1 kg) Intel, w którego procesor był wyposażony laptop, określił go mianem ultrabooka.
W stylu zen

Zacznijmy od kwestii, którą odczuje każdy użytkownik, jeszcze zanim otworzy dowolnego laptopa Zenbook. Obudowy tych laptopów nie są wykonane z plastiku, tylko z anodowanego aluminium. Postawienie na bardziej szlachetny materiał pociągnęło za sobą sporo pozytywnych zmian: metal ten lepiej tłumi drgania, zachowuje wysoką kulturę pracy, a do tego jest wytrzymalszy i lżejszy.

Dotykając jakiekolwiek Zenbooka, ma się wrażenie obcowania ze sprzętem prestiżowym, perfekcyjnie zaprojektowanym i jednocześnie harmonijnym. Tą ostatnią cechę pięknie podkreślają koncentryczne okręgi rozchodzące się zawsze od logo producenta na klapie obudowy, które przypominają kręgi na wodzie czy też okręgi w żwirze, występujące często przed buddyjskimi salami do medytacji. Swoją drogą to właśnie od filozofii zen wzięła się nazwa tej serii laptopów.

Niektórzy mogą machnąć ręką i stwierdzić, że to głównie estetyka, która ma znikomy wpływ na całokształt doświadczenia. Ale chyba każdy przyzna, że o wiele lepiej pracuje się na laptopie, który swoim minimalistycznym, może nawet wręcz "chłodnym" wzornictwem nie rozprasza uwagi, a zabrany na spotkanie biznesowe, nie będzie przynosił wstydu tandetnym czy też odpustowym designem.

Zawias ErgoLift

Desktopowe klawiatury wyposażone są najczęściej w opcjonalne nóżki, dzięki którym możemy unieść przednią jej część, by wygodnie ułożyć nadgarstki do pisania. To właśnie taka pochylona pozycja jest najbardziej ergonomiczna, o czym doskonale wiedzą osoby intensywnie pracujące z tekstem.

W laptopach Zenbook ASUS zastosował podobny patent. Otwierając przykładowo Zenbook 14X OLED, podstawa jego klapy unosi automatycznie klawiaturę dokładnie o 3 stopni. Zawias ErgoLift nie tylko minimalizuje dyskomfort podczas długich cykli pisania, ale jest także na tyle dyskretny, że nie zaburza wyglądu urządzenia. Co więcej, dodatkowa przestrzeń pod laptopem pozwala głośnikom na wydanie czystszego dźwięku i lepszej charakterystyki basów. Nie bez znaczenia jest również fakt, że taka konstrukcja zapewnia większy przepływ powietrza, a co za tym idzie efektywniejsze chłodzenie.

W przypadku Zenbook 14X OLED zawias ErgoLift daje możliwość rozłożenia ekranu na płasko z klawiaturą (180 stopni). Dzięki temu możemy wygodnie położyć go na stole, by zaprezentować coś osobom stojącym nie tylko obok nas, ale i po drugiej stronie krawędzi. Awaryjnie można również wygodnie w ten sposób użytkować laptopa w pozycji leżącej, opierając go o kolana.

Ekran 16:10 NanoEdge

Obejrzeliśmy już Zenbook 14X OLED z zewnątrz, otworzyliśmy go i doceniliśmy konstrukcje zawiasu. Wreszcie przyszedł czas na nacieszenie oczu wyświetlaczem. Znamy już doskonale zalety matryc OLED . Tym razem jednak zwróćmy uwagę na coś innego.

Tworząc swój autorski ekran NanoEdge, ASUS starał się ułatwić użytkownikowi wielozadaniowość podczas pracy. Udało się to osiągnąć dzięki zastosowaniu ultrawąskiej ramki, która sprawia, że laptop ma imponujący stosunek ekranu do powierzchni przedniego panelu – 92 proc. Od lat w laptopach i monitorach wykorzystujemy popularny współczynnik proporcji 16:9. Jednak w m.in. Zenbook 14X OLED inna powierzchnia ekranu pozwoliła zastosować proporcje 16:10. Czy jest to istotna zmiana? No cóż, to aż 18 proc. więcej przestrzeni roboczej, czyli większa widoczność strony, dokumentu czy programu. Doceni to każdy internauta, nie tylko księgowy, programista czy grafik.

16:10
16:9
Jedyny taki touchpad

Gładziki w laptopach ułatwiają pracę w miejscach, w których nie da się korzystać z myszy. Większość touchpadów niczym specjalnym się nie wyróżnia. Ale i na tym polu ASUS ma do zaoferowania coś ekstra. NumerPad to autorska, opatentowana konstrukcja gładzika, w którym diody LED umiejscowiono pod panelem dotykowym. Po kliknięciu w narożnik NumberPada diody się zapalają, dzięki czemu widzimy wyświetloną na powierzchni touchpada klawiaturę numeryczną. Dzięki temu wygodnie wprowadzimy wszystkie dane liczbowe.

A co z samą obsługą kursora na ekranie? Bez obaw. Nawet gdy NumberPad jest aktywny, gładzik normalnie reaguje na wszystkie gesty, w tym wielodotykowe, pozwalające chociażby na płynne powiększenie obrazu.

Coś więcej

Wzornictwo to zatem nie tylko sam wygląd. Przemyślane patenty pozwalają nam zapomnieć o różnych niewygodach i skupić się wyłącznie na danym zadaniu. Wybierając Zenbooka na swojego towarzysza do pracy czy relaksu, wybieramy sprzęt, który jest nie tylko wydajny, ale też wyróżniający się swoją ponadprzeciętnością i oferujący nietuzinkową użyteczność.

uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.